Małżowa raz!

Clam chowder- zupa małżowa.
Clam chowder- zupa małżowa. Miłosz Hodun
Kiedyś skorupiaki i homary uważane były za obrzydliwe, dziś Boston kusi nimi przyjezdnych. Gęsta od śmietany zupa malżowa to jeden z symboli miasta.

Każde większe amerykańskie miasto ma swoje flagowe danie, którym kusi odwiedzających. W Bostonie jest to zupa małżowa.



Boston, tak jak cała Nowa Anglia, szczyci się wybornymi owocami morza. Miejscowe rarytasy to homar, ryba i frytki (przeważnie dorsz), małże na parze i smażone. Ale królową bostońskiej kuchni jest zupa małżowa, clam chowder.



Chowder to bardzo gęsta i niezwykle sycąca zupa na bazie mleka lub śmietany (chyba częściej śmietany), z dodatkiem ziemniaków i cebuli. Clam chowder to wersja gotowana z dużą ilością małży. Serwowana z krakersami ostrygowymi. W wersji podstawowej łączy się małże i śmietanę w proporcji 1:1. Dla tych, którzy nie są w stanie przełknąć takiej ilości śmietany, proponowany jest lżejszy chowder w wersji rosołkowej.

Wieść gminna niesie, że zupa małżowa powstała w czasach, kiedy jedzenie małży nie było wcale powszechne wśród amerykańskich osadników (choć niezwykle popularne wśród Indian). Małżami, jako pożywieniem gorszej kategorii, karmiono więźniów. Jedli je także marynarze. Podczas połowów ryby zachowywali na sprzedaż, sami zaś ogrzewali się na łodziach zupą zrobioną z małży właśnie. Chowderowi cały rozdział poświęcił Herman Melville w swojej powieści "Moby Dick".

Istnieje wiele wersji chowdera, co prowadzi do antagonizmów pomiędzy ich zwolennikami. Najbardziej podzielony pod tym względem jest stan Maine, amerykańska stolica owoców morza, gdzie część dodaje do zupy pomidory, a część uważa to za świętokradztwo. W 1939 r. władze stanowe zabroniły prawnie gotowania zupy w wersji pomidorowej.



Chowdera można skosztować w wielu restauracjach w Bostonie, w tym w słynnej Ye Olde Union Oyster House, najstarszej nieprzerwanie działającej restauracji w Stanach. Małżowej można spróbować także w Quincy Market, historycznej hali targowej w samym sercu miasta zamienionej w królestwo rozpusty dla podniebienia. W środku znajduje się ciąg 36 barów serwujących dania ze wszystkich stron świata. Wszystko za dość rozsądną cenę, więc Quincy przyciąga w godzinach obiadowych prawdziwe tłumy pracowników lokalnych biur oraz rzesze turystów. Przechodząc wzdłuż hali jest się namawianym do zostawienia swoich kilku dolarów w konkretnym barze przez pracowników rozdających próbki specjalności zakładu. Ci o mniejszych apetytach mogą się najeść do syta podczas samej degustacji.

Trwa ładowanie komentarzy...