Dzień Niepodległości

hot hod
hot hod Evan Swigart (CC Attribution 2.0 Generic)
4 lipca to w USA dzień niepodległości. Wg Narodowej Rady ds. Parówek i Kiełbasy to najbardziej parówkochłonny dzień w roku.

Zamiast o przebiegu wojny o niepodległości, kilka ciekawostek:



Wczoraj Amerykanie obchodzili dzień niedpoległości. 4 lipca świętuje się na pamiątkę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości w 1776 r., kiedy to 13 stanów zdecydowało się na rozwód z Wielką Brytanią. Już od tygodni sklepy i supermarkety były gotowe na piknikowy szał. Półki uginały się od produktów ozdobionych amerykańską flagą. Gwiazdy i pasy można było znaleźć na wszystkim od kubków, przez parasole, po fotele i wielkie wielkie przenośne lodówki. Były także ciasta i babeczki wszelkich kształtów i rozmiarów z trójkolorowymi dekoracjami z cukru.



Tak wyposażeni Amerykanie ruszyli na imprezy. Najpopularniejszą formą spędzenia tego dnia jest grillowanie (87% domów w USA ma grilla), w Teksasie w wersji "pool party" czyli imprezy nad basenem. W całym "niepodległościowym" tygodniu Amerykanie kupili ponad 300 milionów kg kurczaka! Większość skończyła na rożnie.

Ale prawdziwy król tego dnia jest jeden. To hot dog. Wg amerykańskiej Narodowej Rady ds. Parówek i Kiełbasy (sic!) 4 lipca to najbardziej hotdogochłonny dzień na świecie. W ciągu święta Amerykanie zjedzą 150 milionów bułek z parówką (w ciągu roku 20 miliardów)! Mądrzy ludzie wyliczyli, że gdyby je ułożyć obok siebie, można by czterokrotnie połączyć nimi Waszyngton z Los Angeles. Wiele z nich zostanie pożartych na festynach zorganizaowanych przez poszczególne miasta. Na wielkiej imprezie zorganizaowanej w Houston były jedynie trzy punkty gastronomiczne i na hot doga trzeba było czekać godzinę. Tempo pracy sprzedawców- mordercze. Namiotów z piwem było więcej, więc wymiana butelek pustych na pełne zajmowała raptem kilka minut. To piwo jest najpopularniejszym produktem spożywczym sprzedawanym w ciągu tygodnia. Podczas dnia niepodległości 2013 r. sprzedaż złotego napitku osiągnie rekordowy poziom miliarda dolarów. Dookoła odbywały się koncerty na wielu scenach, od country po gwiazdę wieczoru Sheryll Crow. Pod sceną ludzie w każdym wieku, wymachujący flagami, w koszulach w narodowych barwach, czapeczkach z orłem (a pomyśleć, że gdyby posłuchano Benjamina Franklina USA miałoby w godle indyka). Między przebojami krzyczą w patriotycznej ekstazie "Juesej!".

Jednak główną atrakcją był wielki pokaz sztucznych ogni. Miasta prześcigają się w wydatkach na fajerwerki. Houston umacniając swój wizerunek dynamicznie rozwijającej się stolicy paliwowej, nie poszczędziło pieniędzy na półgodzinne show. Nigdy w życiu nie widziałem, żeby ludzie tak żywiołowo reagowali na rozbłyski na niebie; były krzyki, piski i oklaski. Niektórzy zajmowali miejsca już na 3 godziny przed pokazem, by jak najlepiej widzieć nocny spektakl. Co roku USA kupuje z Chin fajerwerki za 200 milionów dolarów (i narodowe flagi za 2,8 miliona).

I na koniec ostatnia ciekawostka, poważniejsza. 4 lipca zmarło trzech amerykańskich prezydentów: John Adams, Thomas Jefferson i James Monroe. Dwóch pierwszych dokładnie tego samego dnia.
Trwa ładowanie komentarzy...