O autorze
Uwielbiam obserwować ludzi w ich naturalnych środowiskach. Podróżuję i kolekcjonuje ludzkie historie. Jestem wdzięczny losowi, że stawia na mojej drodzy tyle fascynujących osób, które same się przede mną otwierają.

Obecnie przebywam w Teksasie i z persektywy Południa staram się rozgryźć Amerykę.

Przyzakładowa szkoła fryzjerstwa męskiego

trendbarbercollege.com
Golenie brzytwą we fryzjerskiej szkole zawodowej w Teksasie gwarancją dobrej jakości za rozsądną cenę.

Jeśli chodzi o strzyżenie włosów miałem do tej pory jedną jasną zasadę: Nie chodzić do fryzjerów poza domem. Jedyny fryzjer, któremu daję się obcinać, to pani Ula z Osielska, która dba o włosy całej naszej rodziny. O moje nieco rzadziej, ale zawsze, kiedy jestem w domu, wpadam pod jej nożyczki. Ta zasada ma kilka konsekwencji. Po pierwsze, zdarzały mi się długie okresy pobytu poza Polską, kiedy moje włosy rosły nieprzerwanie. Najdłużej przez osiem miesięcy. Efekt był dość przykry. Po drugie, kilkakrotnie pozwalałem znajomym podciąć włosy maszynką. Efekt był... niejednoznaczny.



Moją zasadę złamałem kompletnie w Houston. Nie mogłem już patrzeć na to sitowie na głowie i zdecydowałem się ogarnąć. Standardowemu strzyżeniu za $17 powiedziałem stanowcze "nie!" i postanowiłem znaleźć najtańszą opcję w mieście.

Przez znajomego z Filipin trafiłem na zakład Modern Barber Collage. Bo angielsku nawet brzmi nieźle i pewnie pod takim szyldem ktoś mógłby zarabiać niezłe pieniądze na Nowym Świecie. Jednak nazwę należy tłumaczyć nie inaczej jak przyzakładowa szkoła fryzjerstwa męskiego, z dodatkiem "modern" czyli nowoczesna.

Zakład mieście się w dzielnicy Midtown, tuż przy węźle przesidakowym komunikacji miejskiej i meksykańskim hipermarkecie. Sam zakład wyglądał jak z lat 70. Nie vintage, on był z lat 70. Dwa rzędy starych dziurawych foteli, poobdrapane lustra, linoleum... W zakładzie strzygą uczniowie, którzy chcą zdobyć licencję fryzjera. Szkoła trwa rok i zdecydowanie nie należy do prestiżowych. To szkoła zawodowa, która ma pomóc znaleźć pracę głównie młodzieży z biedniejszych dzielnic. Cały personel- studenci i nadzorujący nauczyciele- to Latynosi i Afroamerykanie. Podobnie klienci. Sami mężczyźni. Jednemu panu formowano bujne afro, innego golono brzytwą, kolejny zafundował sobie ciepłe kompresy na twarz i masaż głowy. Czego dusza zapragnie!

Moje pojawienie się wzbudziło duże zainteresowanie. Dostałem przydział na fryzjera. Miałem chyba dużo szczęścia. Daniel miał 29 lat. Urodził się w Houston, a jego rodzice byli z Meksyku. Daniel twierdził, że strzyże od 13 lat a teraz postanowił zdobyć licencję, żeby otworzyć własny salon. Trochę mnie tym uspokoił, bo to jednak lepsze niż uczniak z dwutygoniowym stażem. Szczególnie jeśli ma się na względzie, że korzystają z brzytew.

Kiedy Daniel zaczął ścinać mi włosy, dookoła mojego fotela ustawiła się grupka 5 studentów. Obserwowali. Daniel tłumaczył, co robi. Przeprosił za to przedstawienie wokół mojej głowy, wyjaśniając, że nieczęsto w tym salonie widzą ludzi o tak jasnych i cienkich włosach. Daniel tłumaczył mniej doświadczonym adeptom sztuki fryzjerskiej, że włosy białych są bardzo kruche i trzeba je strzyc bardzo ostrożnie... Jedna pani zrobiła mojej głowie zdjęcie.

To było najdłuższe, najdokładniejsze strzyżenie w życiu. To, co pani Uli w Osielsku zajmuje 10 min., Danielowi zajęło prawie 40. Efekt był bardzo pozytywny. Cena: $5. Polecam! :)
Trwa ładowanie komentarzy...